Czym był dla mnie taniec, zanim poznałem Marcina? Wiadomo: postawa, praca stóp, kolan, bioder, ruch, centrum ciała. A tu nagle okazuje się, że nie można używać nóg, nie ma kroków... No i o co w tym chodzi...? Jak przełożyć kroki taneczne na ruch kółek wózka? Nie miałem doświadczenia w trenowaniu tancerzy na wózkach i nikt w Krakowie nie potrafił mi pomóc. Szukałem pomocy u instruktorów z innych miast. Pytałem, jak prowadzić treningi, od czego zacząć, na czym się skupić. Dostałem wiele cennych wskazówek od Pani Iwony Ciok prowadzącej warszawskie Studio Tańca Integracyjnego "Swing Duet". Jednak przełożenie teorii na praktykę okazało się bardzo ciężkie. Pierwsze treningi odbywały się metodą prób i błędów. Prowadziłem Marcina obserwując jak zachowa się wózek, w którą stronę się obróci, czy można to zrobić szybciej, mocniej, inaczej. Z czasem elementy stawały się coraz trudniejsze, bardziej dynamiczne, szybsze w wykonaniu, wymagały coraz więcej techniki.
Można powiedzieć, że w tej formie tańca rodziliśmy się razem. Marcin uczył się ode
mnie, a ja od niego. Przekazuję mu wiedzę typowo taneczną, później sprawdzamy co z tego da się wykorzystać, co jest wykonalne, a co jeszcze nie, ale należy do tego dążyć w przyszłości. Czasami gdy widzę, że jakaś figura sprawia Marcinowi problemy nie z powodu ograniczenia wózka, tylko z nieznajomości możliwości własnego ciała oraz synchronizacji ruchu ciała i wózka, sam siadam na wózku i próbuję pokazać Marcinowi, w jaki sposób wykonać poszczególne figury taneczne. Czasem spadałem, bo wózka też trzeba się nauczyć, to wcale nie jest takie proste. Zdarzało się, że misternie przygotowany plan zajęć tracił znaczenie w pierwszym kwadransie treningu. Okazywało się, że nie da się zrobić tego, co sobie wymyśliłem, ponieważ nie wziąłem pod uwagę promienia skrętu wózka, siły odśrodkowej, czy po prostu umiejętności moich tancerzy. I wtedy krok po kroczku trzeba kombinować, eksperymentować, wymyślać. Momentami przychodziły chwile zwątpienia: Po co ja to w ogóle robię? Przecież się na tym nie znam... A jak nam nie wyjdzie..? Może rozbudzam w Marcinie niepotrzebną nadzieję?
Najbardziej przestraszyłem się, gdy Natalia z Marcinem zaczęli myśleć o turniejach, o pokazywaniu swojego tańca publicznie. Bałem się tego kroku. Przecież nawet nie wiedziałem, czy przygotowane przez nas choreografie mieszczą się w jakichkolwiek kanonach turniejowego tańca na wózkach. Nie chciałem, żeby na parkiecie wśród innych tancerzy Natalia i Marcin czuli się inni, gorsi, źle przygotowani. Mieli być obserwowani przez innych tancerzy, oceniani przez sędziów... Byłem pełen obaw.
Dzięki Marcinowi zrozumiałem, że do tańca nie potrzebne są nogi. Taniec to jest forma ruchu. W tańcu chodzi o Ciało. A ciało to przecież wszystko: ręka, głowa, noga, palec... Tańczyć można całym ciałem. Wyrażać nim swoje emocje, wzbudzać uczucia u oglądających, a gdy na ich twarzach pojawia się uśmiech to naprawdę największy sukces...